Rozdział 4
Karolina
Siostra teściowej wrzuciła na Facebooka moje zdjęcie spod drzwi kancelarii.
Zobaczyłam je w zakładzie, pięć minut po wyjściu teściowej.
Zdjęcie było z wczoraj. Stałam na nim pod tabliczką KANCELARIA ADWOKACKA, z fotelikiem w ręce. Nikogo więcej na zdjęciu nie było.
Pod spodem siostra teściowej napisała: „Synowa nie traci czasu. Pierwsza noc u nowego. Z dzieckiem!”.
Ktoś wczoraj stał pod kancelarią z telefonem i czekał, aż przyjadę.
A dokąd pojechałam z Albigowej, wiedziało tylko dwóch ludzi. Heniek i Adam.
Ze strachu usiadłam na pierwszym fotelu z brzegu. Takie zdjęcie mógł zobaczyć sąd.
Synowa z dzieckiem u nowego faceta, dzień po chrzcinach. A rano cały przystanek widział, jak wychodzę od niego z fotelikiem. Teściowa nie musiała już niczego wymyślać.
— Kurwa — powiedziałam na głos.
Zadzwoniłam do Heńka. Nie odebrał.
Do Adama nie zadzwoniłam. Nie chciałam usłyszeć, co powie.
Pod postem było już dwieście komentarzy. Jeden był z mojego zakładu.
„Kochanek numer jeden pozdrawia. Strzyżenie 60 zł” — napisał Dawid.
Dawid siedział na zapleczu przy foteliku Stasia i szczerzył się do telefonu.
Zaraz potem przyjechał kurier z laboratorium. Zamówiłam go w nocy, jak tylko Łukasz odpisał, że przyjdzie.
Do paczki poszły trzy włosy Łukasza i smoczek Stasia. Dwa włosy zostały w woreczku, w kieszeni mojego fartucha. Na wszelki wypadek.
Ekspres zjadł mi pieniądze na czynsz. Wynik w piątek. W sobotę sześćdziesiątka.
Adam mówił: po południu. Po takim zdjęciu nie mogłam czekać ani godziny.
Staś spał najedzony. Nakarmiłam go, zanim przyjechał kurier.
Zostawiłam Stasia z Dawidem. Kancelaria była dwadzieścia metrów dalej, po drugiej stronie ulicy.
Przed wyjściem poprawiłam usta. Tą samą szminką, którą pisałam na szybie.
— W tej szmince idziesz do adwokata? — zapytał Dawid.
— Sprawa jest pilna.
Niby do adwokata. Akurat.
Adam otworzył mi sam. W białej koszuli, bez marynarki, z rękawami podwiniętymi do łokci.
Zamknął za mną drzwi. Na klucz nie zamknął.
Na biurku leżał rysunek dziecka. Ludzik w krawacie, a nad nim krzywe litery: TATA.
Nie odeszłam od drzwi.
— Teściowa z Łukaszem idą dziś do adwokata. Chcą mi zabrać Stasia.
Adam nie zapytał, skąd wiem. Wskazał mi krzesło. Nie usiadłam.
— Złożą wniosek, żeby na czas sprawy mały mieszkał z ojcem. Filmik z bójką, brak mieszkania i nowy facet, u którego pani nocuje, to dla sądu argumenty.
— Jaki facet?
— Ja.
Czyli zdjęcie z Facebooka już widział.
— Gdzie śpię, wiedzieli tylko pan i Heniek.
— Wiem.
— To kto zrobił to zdjęcie?
— Nie ja.
Nie spuścił oczu. Albo mówił prawdę, albo kłamał lepiej niż Łukasz.
— Małego nie oddaje pani nikomu z ich rodziny — powiedział Adam. — Ani na godzinę.
Przez okno widziałam swoją szybę. STRZYŻENIE 60 ZŁ. Za szybą spał mój syn.
Adam miał mnie bronić, więc musiał coś wiedzieć. Ale tylko coś.
Heniek wczoraj kazał mi uważać, z kim jadę. A zdjęcie spod kancelarii zrobił ktoś, kto wiedział, gdzie śpię.
— Mam dowód — powiedziałam. — I mam plan na sobotę, na sześćdziesiątkę teścia.
— Jaki dowód?
— Taki, że tym razem to teściowa zostanie sama nad tortem.
Co to za dowód i skąd go mam, nie powiedziałam. O Heńku też nie.
Adam nie dopytywał. Uśmiechnął się. W fotelu nigdy tego nie robił.
— Pani jest groźniejsza niż połowa moich klientów.
— To niech pan będzie moim adwokatem.
— Od dwunastej.
Nie zapytałam, czemu nie od zaraz.
Adam stał przy biurku, a ja pół metra przed nim. Widziałam, jak rusza mu się grdyka, kiedy przełyka.
— Dawid mówi, że facetom tak szybko nie rośnie.
Adam nie uciekł wzrokiem.
— Dawid ma rację. Włosy rosną mi wolniej, niż się strzygę. Od dwóch lat.
Dwa lata. A ja myślałam, że chodzi mu o fryzurę.
Pocałowałam go pierwsza.
Nie musiałam mu ufać, żeby go chcieć. Chciałam go jak nikogo. W fartuchu w plamy od farby, z mlekiem w staniku i synem po drugiej stronie ulicy.
Adam oddał pocałunek. Najpierw ostrożnie. Potem wcale nie ostrożnie.
Położył mi dłoń na karku. Trzymał mnie tak, jak ja trzymam klientów przy umywalce. Teraz wiedziałam, czemu zamykają oczy.
— Adam — powiedziałam.
— Karolina.
Rysunek z TATĄ odsunęłam na bok, żeby się nie pogniótł. Papiery mogły lecieć.
Usiadłam na biurku. Adam stanął między moimi kolanami.
Rozpięłam mu dwa guziki koszuli. Skóra pod spodem była gorąca.
Wsunęłam mu palce we włosy. Znałam je na pamięć. Tylko nigdy tak.
Przez ramię Adama widziałam dwie szyby. Okno kancelarii i okno mojego zakładu, po drugiej stronie ulicy.
Za moją szybą Dawid chodził w kółko ze Stasiem na ręku. Staś spał.
Dawid zobaczył nas, zrobił wielkie oczy i zasunął w zakładzie roletę.
Przez sekundę pomyślałam, że z przystanku też nas widać. Tylko przez sekundę.
Wtedy zadzwonił dzwonek nad drzwiami. Taki sam jak u mnie w zakładzie.
Adam cofnął się o krok.
W drzwiach stali teściowa i Łukasz. Była jedenasta.
Łukasz stał krok za mamą. Z głową, którą sama ostrzygłam pół godziny temu.
Siedziałam na biurku z rozmazaną szminką. Ta sama czerwień co na szybie była na ustach Adama.
Mój własny ślad.
— No proszę — powiedziała teściowa. — Wczoraj Dawid, dziś pan mecenas.
Zeszłam z biurka i obciągnęłam fartuch. Na chrzcinach wstydziłam się za nic. Teraz miałam za co.
Łukasz patrzył na usta Adama. Potem na moje.
Tym razem Łukasz nie zapytał, z kim.
Teściowa i Łukasz. Dwoje świadków. Kilka dni przed sądem.
Teściowa usiadła na krześle dla klientów. Na tym, które kwadrans temu Adam wskazał mnie.
— Dziękuję ci, Karolinka — powiedziała teściowa. — Sama mi pana mecenasa poleciłaś. Przy koku.
Rok temu, ze wsuwkami w zębach, zachwalałam jej Adama. Najlepszy adwokat w Rzeszowie. Mało gada, dużo wygrywa.
Moje słowa.
Teściowa położyła na biurku Adama białą kopertę. Taką samą jak ta na torcie.
— Reszta zaliczki, panie mecenasie — powiedziała teściowa. — Jak się umawialiśmy w piątek.
W piątek. Dwa dni przed chrzcinami.
Adam na kopertę nawet nie spojrzał. Nie dotknął jej.
Dziesięć minut temu powiedziałam mu o dowodzie i o sobocie. Tylko tyle.
W kieszeni fartucha ścisnęłam woreczek z dwoma włosami Łukasza. O nim nie wiedział nikt poza mną.
Teściowa patrzyła na mnie znad koperty. Tak samo jak wczoraj znad tortu.
Ze złości zrobiłam krok w jej stronę. Ręce same rwały mi się do jej włosów.
Adam spojrzał na mnie i ledwo widocznie pokręcił głową.
Stanęłam. Jedna bójka już krążyła po Facebooku. Druga, przy świadkach, zabrałaby mi Stasia.
Adam wytarł z ust moją szminkę. Minutę temu mówił do mnie „Karolina”.
— Pani Karolino — powiedział Adam. — Proszę wyjść. Mam teraz klienta.
Ciąg dalszy po odblokowaniu
Masz już konto? Zaloguj sięRozdziały
Rozdziały 1–4 za darmo. Kolejne: 20 monet za rozdział.
