Rozdział 1
Karolina
Na chrzcinach mojego syna teściowa położyła na torcie kopertę z wynikiem testu DNA.
— To dziecko nie jest synem mojego syna — powiedziała na całą salę.
Zaśmiałam się na głos, jak idiotka.
Nikt się nie zaśmiał.
A ja nigdy nie zdradziłam męża. Ani razu.
Łukasz, mój mąż, trzymał ze mną nóż do tortu. Mieliśmy kroić razem, do zdjęcia.
Łukasz zabrał rękę.
Zostałam nad tortem sama, z nożem w garści.
Była niedziela, wpół do trzeciej po południu. Godzinę wcześniej ksiądz ochrzcił Stasia, mojego trzymiesięcznego syna. Chrzest był w kościele w Łańcucie.
Teraz trzydzieści osób siedziało na piętrze restauracji pod zamkiem i gapiło się na mnie.
Staś spał w białej szatce na rękach u Heńka, brata mojego teścia. Wujek Heniek był chrzestnym Stasia.
Teściowa stała po drugiej stronie stołu. Rano zrobiłam jej koka u siebie w zakładzie w Rzeszowie. Za darmo, jak zawsze.
— Otwieraj — powiedziała teściowa. — Niech ludzie wiedzą.
Odłożyłam nóż i wzięłam kopertę z tortu. Z niebieskiego napisu „Staś” zostało na torcie samo „Sta”. Reszta przykleiła się do koperty.
W środku była jedna kartka z laboratorium.
Badanie pokrewieństwa: dziadek – wnuk.
Domniemany dziadek: Zbigniew Kałuża.
Dziecko: Stanisław Kałuża.
Wynik: pokrewieństwo wykluczone.
Zbigniew Kałuża to mój teść. Siedział na końcu stołu i nalewał sobie wódki. Po zawale nie wolno mu pić.
Z całej kartki widziałam jedno słowo: wykluczone.
— Łukasz nie chciał się badać — powiedziała teściowa. — To zbadałam Zbyszka. Jak Zbyszek nie jest dziadkiem, to Łukasz nie jest ojcem.
— Skąd mama wzięła próbki? — zapytałam.
— Smoczek wzięłam trzy tygodnie temu, jak siedziałam z małym. A Zbyszkowi szczoteczkę z łazienki — powiedziała teściowa.
Teść odstawił butelkę.
— To przez ciebie od trzech tygodni myję zęby palcem? — zapytał żonę.
Ktoś przy stole parsknął. Teściowa nawet nie mrugnęła.
Wynik miał datę z piątku. Teściowa nosiła go dwa dni w torebce. Czekała na chrzciny, aż będzie komplet gości.
Byłam wściekła.
— Ja nikogo nie miałam! — krzyknęłam. — Nigdy!
— A rude to po kim? — Teściowa pokazała palcem rude włoski Stasia. — U Kałużów nikt nie był rudy.
— Moja babcia była ruda! — krzyknęłam.
— Babcia. Akurat. — Teściowa zmrużyła oczy. — A Dawid, ten rudy fryzjer od ciebie z zakładu?
— Dawid ma chłopaka! — krzyknęłam.
— Teraz to każdy ma — powiedziała teściowa.
Pół sali się zaśmiało. Mnie nie było do śmiechu. Teściowa przez trzy miesiące szukała mi kochanka i sobie go wymyśliła.
Teściowa obeszła stół i stanęła przy wujku Heńku. Odpięła Stasiowi z szatki złoty medalik. Sama mu go przypięła, godzinę temu w kościele.
— Medalik zabieram — powiedziała teściowa. — Kupiłam go dla wnuka.
— Danka, zostaw dziecko — powiedział wujek Heniek do teściowej.
Teściowa schowała medalik do torebki i wróciła na swoje miejsce pod ścianą. Staś się nie obudził.
Spojrzałam na Łukasza. Czekałam, aż stanie po mojej stronie.
— Z kim? — zapytał Łukasz.
Mój mąż nie zapytał, czy to prawda. Zapytał, z kim.
To zabolało bardziej niż cały wynik. Było mi wstyd przed trzydziestoma osobami, chociaż nic złego nie zrobiłam.
— Z nikim, kurwa! — krzyknęłam. — Zrób test, Łukasz. Ty, a nie dziadek. Choćby jutro!
— Po co? — zapytał Łukasz. — Mama już zapłaciła za jeden.
Ciotki przy stole pokiwały głowami. Jakby to był argument.
Rano wpięłam teściowej w koka dwadzieścia wsuwek. Wiedziałam, gdzie jest każda.
Obeszłam stół. Teściowa cofnęła się, ale za nią była ściana.
— Kok robiłam ja, to i rozbiorę — powiedziałam.
Wyciągnęłam pierwszą wsuwkę. Potem trzy naraz.
Kok zjechał teściowej na ucho. Lakier trzymał go w jednym kawałku, jak kask.
Teściowa wrzasnęła. Jej siostra nagrywała wszystko telefonem.
— Wynocha z mojego przyjęcia! — krzyczała teściowa i łapała się za włosy. — Ja za tę salę płacę!
— To wsadź sobie tę salę w dupę, mamo — powiedziałam.
Od ślubu mówiłam do niej „mamo”. Dziś ostatni raz.
Łukasz patrzył w tort. Nie ruszył się, żeby mnie zatrzymać.
Wzięłam Stasia od wujka Heńka. Wujek Heniek wstał i sięgnął po fotelik Stasia.
— Fotelik zostaw — powiedział Łukasz. — Ja go kupiłem.
— To ci oddam — powiedział wujek Heniek.
Położył na torcie dwie stówy, wziął fotelik i zszedł za mną po schodach.
— Jutro idziemy z Łukaszem do adwokata! — krzyknęła za mną teściowa. — Sąd zabierze temu dziecku nazwisko!
Chodziło jej o sprawę o zaprzeczenie ojcostwa. Jeśli Łukasz ją wygra, w papierach Staś nie będzie miał ojca.
— Odwiozę was do Rzeszowa — powiedział wujek Heniek.
Do Łańcuta przyjechałam autem Łukasza. Wujek Heniek nie pił, bo przyjechał swoim autem.
Na parkingu przypiął fotelik na tylnym siedzeniu. Usiadłam z tyłu, przy Stasiu.
Telefon zawibrował mi w ręce. Pisał Łukasz:
Mama mówi, żebyś do wieczora zabrała swoje rzeczy z mieszkania.
Teściowa dała nam mieszkanie w Rzeszowie na ślub. Ale w papierach dalej jest jej.
Do wieczora miałam zostać z trzymiesięcznym dzieckiem bez dachu nad głową. Moja mama pracuje w Niemczech. Nie miałam dokąd pójść.
Bałam się jak nigdy w życiu.
Zadzwoniłam do Łukasza. Odebrała teściowa.
— Mój syn nie ma ci nic do powiedzenia — powiedziała teściowa i się rozłączyła.
Łukasz oddał mamie swój telefon. Trzydzieści dwa lata na karku, a dalej chował się za jej spódnicą.
Kartka z wynikiem dalej była w mojej ręce. Pognieciona, z niebieskim kremem na rogu.
Przeczytałam ją jeszcze raz. Powoli, linijka po linijce.
Domniemany dziadek: Zbigniew Kałuża.
Na sali widziałam tylko „wykluczone”. Teraz przeczytałam, kogo wykluczono.
Staś jest synem Łukasza. Wiem to na sto procent, bo od ośmiu lat nie spałam z nikim innym.
Skoro teść nie jest dziadkiem Stasia, to teść nie jest ojcem Łukasza.
Czyli to nie ja zdradziłam męża. To teściowa zdradziła swojego.
Rozpłakałam się z ulgi. Głośno, aż Staś otworzył oczy.
Nie rozumiałam tylko jednego. Po co teściowa sama zrobiła test, który ją pogrąża?
— Wujku — powiedziałam. — Łukasz nie jest synem Zbyszka.
Wujek Heniek siedział za kierownicą. Nie odpalał silnika.
— Wracam na górę — powiedziałam. — Przeczytam to na głos. Przy wszystkich.
— Nie rób tego, Karolinka — powiedział wujek Heniek. — Zbyszek jest po zawale. Taka prawda go zabije.
Wujek Heniek nie zapytał, czy jestem pewna.
Czyli wiedział o tym przede mną.
Szarpnęłam za klamkę. Tylne drzwi nie puściły, bo była w nich blokada dla dzieci.
Nie wiedziałam, czy wujek Heniek włączył ją dziś specjalnie, żebym nie wysiadła.
Wujek Heniek ruszył z parkingu i skręcił w przeciwną stronę niż Rzeszów.
Rozdziały
Rozdziały 1–4 za darmo. Kolejne: 20 monet za rozdział.
